Wypełniliśmy z grubsza kolejną „biała plamę” na naszej mapie wiedzy o Polsce dawnej i współczesnej, a także o naszych sąsiadach, z którymi współtworzyliśmy I Rzeczpospolitą i II Rzeczpospolitą. Jechaliśmy na Białoruś z mieszanymi uczuciami, wróciliśmy również w podobnym nastroju, przy czym akcenty zostały inaczej rozłożone. Kraj zaskoczył nas czystością i porządkiem, a także życzliwością spotykanych przypadkowo ludzi. Nic dziwnego, że program realizowaliśmy w bardzo dobrych nastrojach.
Zaczęliśmy od Grodna, miasta Stefana Batorego, znanego także z sejmów i pobytu w nim ostatniego króla Polski. Później na naszej trasie był Nowogródek i Adam Mickiewicz oraz Siostry Nazaretanki, Stare Wasiliszki i Czesław Niemen, Bohatyrowicze i Eliza Orzeszkowa, Zaosie i dzieciństwo Mickiewicza, Mińsk i ofiary NKWD w Kuropatach, Mereczowszczyzna i Tadeusz Kościuszko, Kosów i Sanktuarium Matki Boskiej Kosowskiej, Bereza i kartuzi, Kobryń i polscy żołnierze wojny 1920 roku oraz II wojny światowej, Skoki i Julian Ursyn Niemcewicz. Mińsk i wspomnienie o zdradzieckiej agresji 1939 roku uwieńczonej wspólną defiladą we wrześniu 1939 roku. Tematów i postaci było bardzo wiele.
Wypełniliśmy także kolejne nasze zadanie. Uczciliśmy Tadzia Jasińskiego - 13-letniego obrońcę Grodna, Elizę Orzeszkową, powstańców styczniowych i ofiar w Kuropatach. Spotkaliśmy się w Mińsku z Czesławem Razumowiczem z mińskiego oddziału Związku Piłsudczyków i przekazaliśmy książki dla polskich dzieci, dzięki NSZZ „Solidarność” POiW w Rzeszowie i przewodniczącej Bogusławy Budy.
Jak zawsze znaleźliśmy czas na wspólną zabawę i integrację, a że granica powrotna poszła bardzo szybko, wszystkie piękne wrażenia nie zostały przytłumione. Ponieważ nie wszystko jeszcze widzieliśmy…Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom wyjazdu za wspaniałą atmosferę, naszym przewodnikom: Antoniemu, Marzenie, Tatianie i Andrzejowi za wiedzę, życzliwość i wysokie kompetencje.
W pamięci pozostanie też opiekunka kościoła w Kosowie, która z pasją opowiadała o dziejach walki w obronie Świątyni, dlatego zakończę fragmentem książki jednego a naszych przewodników i zniszczonej w Grodnie farze Witoldowej: „Zburzenie w listopadzie 1961 roku kościoła pw. NMP, powszechnie nazywanego Farą Witoldową, było dla Grodna największą stratą w historii architektury. Wiele lat temu ręka człowieka zdecydowała się na zniszczenie świątyni łączącej w sobie zarówno wspaniałą historię, jak i moc duchową naszego miasta. Często wyobrażam sobie ten kościół jako żywą istotę i rozmyślam, co mógł on odczuwać w ostatnich godzinach swojego materialnego istnienia na tym świecie. Czy wybaczył ludziom to, co planowali z nim uczynić. Stał już ciemny i samotny, urzędowo pozbawiony wiernych, wsłuchiwał się w dźwięki zimnego jesiennego deszczu, rozmyślając o ciernistych szlakach ludzkości” (Andrej Waszkiewicz, Smak starego Grodna).